W epoce handlu internetowego i zaawansowanych technologii cyfrowych dobra fotografia prezentująca nie tylko ofertę ale także wspierająca budowanie wizerunku wydaje się oczywistym i łatwo dostępnym standardem. Okazuje się jednak, że ów standard nie dla wszystkich oznacza to samo. Mało tego, ludzie nie wiedzą, jak wiele można osiągnąć poprzez świadome i konsekwentne gospodarowanie obrazem, o którego zasoby warto zadbać nawet w przypadku niewielkich przedsiębiorstw czy jednoosobowych działalności. Na profesjonalną sesję fotograficzną, zdecydował się Wawrzyniec Maziejuk, współwłaściciel rodzinnego gospodarstwa ekologicznego „Figa”, od 25 lat produkującego na Podkarpaciu kozie sery. Poniżej opowiada, jak ta decyzja wpłynęła na zmiany w jego firmie.

Magdalena Bobrowska: Nie jesteście dużym gospodarstwem, waszym celem nie jest drastyczny wzrost sprzedaży. Po co wam profesjonalny katalog ilustrujący waszą działalność oraz sprzedawane produkty?

Wawrzyniec Maziejuk: Katalogami ogólnodostępnymi dysponują duże firmy, których budżet marketingowy odpowiada naszym obrotom kilkumiesięcznym, a czasem nawet kilkuletnim. My zdecydowaliśmy się na niewielki nakład, który rzecz jasna nie jest filarem sprzedaży, ale jego uzupełnieniem. Jak się okazuje bardzo istotnym, bo pomaga budować i umacniać nasz wizerunek, tworzy legendę, atmosferę.

MB: Kto jest adresatem katalogu?

WM: Nasz marketing ze względu na charakter gospodarstwa i naszych produktów opiera się głównie na sprzedaży detalicznej, a co się z tym wiąże – na bezpośrednich i osobistych relacjach z klientem. 80 proc. naszych odbiorców to właśnie klienci detaliczni, w tym stali, którzy robią u nas regularne zakupy np. za 200 zł. Warto podarować im taki katalog jako rodzaj naszej wizytówki, czy po prostu drobny upominek. Ładnie wydany, jest połączeniem ekskluzywnych fotografii z tekstem, które opowiadają nie tylko o naszej historii, ale także o tym, co i jak robimy, czym zajmuje się nasze gospodarstwo i co oferujemy naszym klientom. Klienci pozytywnie reagują na taki katalog, bo mogą sobie zatrzymać go w domu, pokazać znajomym. Dlatego to rzecz, która pomaga budować dobre relacje, sprawiać, by nasz klient przywiązywał się do nas emocjonalnie.

ZNOV9421

MB: A pozostałe 20 procent?

WM: W jakimś sensie to samo dotyczy naszych odbiorców, którzy kupują u nas hurtowo. Katalog pomaga mi pokazać im, jak nasze produkty sprzedać. Tam istotną rolę odgrywają zdjęcia typowo produktowe, także takie, które pokazują jak produkt jest opakowany, jak wygląda jego etykieta itd.

W obydwóch przypadkach bardzo świadomie przeprowadzamy pewnien, wydawałoby się bardzo prosty, zabieg: poprzez doskonałe zdjęcia budujemy marzenia naszych odbiorców, wizualizujemy smak produktów.

Trzeba mieć świadomość, że taka inwestycja rzadko przekłada się w sposób bardzo bezpośredni na sprzedaż (fotografie stricte „wizerunkowe” nie wpływają bezpośrednio na decyzję klienta o zakupie), nawet nie mamy narzędzi aby to precyzyjnie zweryfikować. Trzeba na to patrzeć od innej strony: to inwestycja, która sprawdza się w większym przedziale czasowym. Jest to krok do przodu, pokazanie, że jest się nowoczesnym. Że jest się o krok przed naszym klientem, inspiruje, kształtuje gust, wyprzedza jego marzenia.

MB: Jak więc wizerunek wpływa na sprzedaż?

WM: Ludzie kupują nasze produkty, bo nas znają lub odwrotnie, kupują, a potem chcą się czegoś od nas dowiedzieć. Zdjęcia portretowe były dobrym pomysłem, szczególnie zdjęcie, na którym jesteśmy we trzech, z ojcem i bratem – siedzimy koło siebie na łące. Ludzie reagują pozytywnie, mówią, jak to świetnie, że to ojciec i dwaj synowie, że jesteśmy razem, że, udaje nam się coś tworzyć wspólnie od tylu lat.

Lubię te portrety, bo pokazują nasze charaktery: ojciec zawsze blisko zwierząt, Tomek spokojny, stabilny farmer, a ja to taki wariat, któremu się robi zdjęcia z drzewa.

MB: Co ludziom się podoba?

WM: Największe emocje budzi zdjęcie, na którym jesteśmy z ojcem, Alicją i Niną (córki Wawrzyńca – przyp. red.) w fartuchach. To zdjęcie pokazuje, że pokoleniowo jesteśmy związani z gospodarstwem. Marzy mi się takie zdjęcie, na którym jesteśmy wszyscy w komplecie, także z bratem i jego dziećmi, choć, rzecz jasna, najmłodsi tylko żyją z gospodarstwa, a nie pracują w nim.

kozy gospodarstwo ekologiczne sery

MB: Czy uważasz, że wśród podobnych firm z twojej branży i pokrewnych drzemie niewykorzystany potencjał?

WM: Obracamy się w grupie ludzi, którzy prowadzą swoje firmy od ponad 10 lat. Robią to z wielu względów: powiązań rodzinnych, tradycji, ekologii, bo z czegoś trzeba żyć. Robią to porządnie, uczciwie i to jest ogromna wartość. To grupa około 30 producentów na samym Podkarpaciu i kilkudziesięciu jeszcze w Polsce, którzy mają pozytywny „power”.

Nasz katalog, bardzo świeży, nowoczesny, ciepły jest właściwie pierwszym w województwie, który został w ten sposób przygotowany. Spowodował, że inni także zaczęli to robić, szkolić się w tym kierunku. Mimo, że często brakuje na to pieniędzy. Ale ludzie chcą, mają coraz większą świadomość takiej potrzeby. Podczas jednej z podróży służbowych, zobaczyłem katalog z południowego Tyrolu, który podwzgledem treści stał się dla mnie ciekawą inspiracją. Tam pokazuje się w pierwszej kolejności nie same produkty czy logo firmy, ale ludzi, którzy je tworzą. To ludzie są autentyczną wartością, w nich tkwi potencjał.

MB: Jak wyglądała wasza sesja fotograficzna i co jest jej efektem?

WM: Sesja fotograficzna, którą przygotował dla nas Zygmunt trwała trzy dni. Jeden dzień to było fotografowanie produktów w studio. Dzięki niej dysponujemy w tej chwili zdjęciami, które stały się niezbędne do unowocześnienia strony internetowej, materiałów prezentujących naszą ofertę, takich jak przygotowywanych na bieżące potrzeby ulotek czy plakatów.

Jednak kluczową rolę odgrywają zdjęcia, które powstały podczas dwudniowej sesji w naszym gospodarstwie. To one budują nasz wizerunek, pomagają pokazywać atmosferę i legendę towarzyszącą naszemu gospodarstwu.

Bardzo wyraźnie odczuwanym efektem jest nowa jakość naszego przekazu: Jesteście fajni i jeszcze macie zarąbiste zdjęcia. Porządnie wszystko robicie, porządnie robicie nawet zdjęcia! Nie bez znaczenia było to, że Zygmunt nas zna, i wie, że jest się u nas czym zachwycać. Równocześnie potrafi popatrzeć na nas z zewnątrz, tzw. świeżym okiem. Wszystko to razem sprawiło, że w swoich fotografiach wydobył nasze największe atuty.

IMG_0934

MB: Gdzie poza stroną internetową i powstałym katalogiem drukowanym wykorzystujecie powstałe zdjęcia?

WM: Wykorzystujemy je np. na eko-bazarach, na których regularnie sprzedajemy. Klienci się zachwycają: jakie piękne zdjęcia! Tak, to nasze okolice, tam się pasą nasze kozy – odpowiadam. Sam bym nie zrobił takich zdjęć, a jeśli nawet, to byłyby one po prostu słabej jakości. Kiedy zobaczyliśmy zdjęcia Zygmunta wydrukowane i widzieliśmy, jak podobają się ludziom, mieliśmy żywe potwierdzenie, że warto było to zrobić. Zdjęcia są też wykorzystywane jako ilustracja artykułów dotyczących naszego gospodarstwa w prasie i internecie, np. w „Gazecie Wyborczej”, portalach ugotuj.to, jemradio.pl, czy podkarpackiesmaki.pl, a ostatnio także w prestiżowym anglojęzycznym magazynie „Polish Market”.

Na zdjęciach widać jakość wykonania produktów, widać gospodarstwo i jego otoczenie – jest czysto, schludnie, jasno, ładnie i przy tym prawdziwie. Zdjęcia powstawały w autentycznych warunkach a nie w sztucznie aranżowanej scenerii. To także zasługa Zygmunta, który umiał wydobyć to, co najcenniejsze. Mistrzowsko pokazał nasze pejzaże. Dla nas są one codziennością, tymczasem na fotografiach zobaczyliśmy to, co piękne, a na w codziennej pracy umyka naszej uwadze. Pokazał zwierzęta, stada kóz, które są tym najsympatyczniejszym, bo żywym i charakternym elementem naszej pracy.

MB: Chciałbyś powtórzyć, uzupełnić taką sesję?

WM: Tak, dałoby to możliwość pokazania całego sezonu produkcji, sezonowości produktów, pór roku w gospodarstwie, różnych wydarzeń, np. festynów, w których bierzemy udział.

Chciałbym zrobić z Zygmuntem sesję kulinarną. Zdjęcia w restauracji podczas przygotowywania posiłków z naszych produktów. Np. naszą serową mamałygę albo proces smażenia serów wołoskich.

MB: Czy sesja była dużą ingerencją w dzień pracy gospodarstwa?

WM: To czas, który nie ma się co oszukiwać, pod względem pracy gospodarczej będzie stracony. Dlatego trzeba to wcześniej dobrze zaplanować. Ale wiedzieliśmy, że jest to konieczne, dlatego staraliśmy się tak zorganizować dzień, aby móc wszystko podporządkować potrzebom sesji. Dziś nie ulega wątpliwości, że było warto. Zdjęcia mówią same za siebie.

sery kozie gospodarstwo ekologiczne